wtorek, 19 kwietnia 2016

Liebster Blog Award

Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował.


Bardzo serdecznie dziękuję Domie za nominację :*


Moje odpowiedzi:
1.  3 przymiotniki, które najlepiej Cię opisują, to?
Ambitna, niepokorna, nieprzewidywalna
2. Ukochana piosenka/artysta/zespół?
Imagine Dragons
A co do piosenki, to przychodzi mi teraz do głowy Heroes Mans'a Zelmerlow'a (ale są też inne).
3. Czym jest dla Ciebie pisanie?
Nowym wyzwaniem, przygodą. Kolejną niewiadomą, którą smakuję, poznaję, której dopiero się uczę. Sprawdzianem własnych umiejętności. A przy okazji też całkiem przyjemnym wykorzystaniem resztek wolnego czasu.
4. Jaka dyscyplina sportowa jest najbliższa Twojemu sercu?
Odpowiedź może być tylko jedna. Skoki.
5. Masz jakiś wzór do naśladowania?
Wzory są. Autorytety też. A ja jednak wszystkim na przekór, zawsze idę swoją drogą. Popełniam swoje błędy. Odnoszę swoje sukcesy. Nikogo nie naśladuję. Nie lubię. 
6. Wyobraź sobie, że Twoje życie idealnie podsumowuje tytuł istniejącego filmu. Jaki to film?
"Wyspa Tajemnic" hahaha
7. 3 rzeczy, które zabierzesz ze sobą na bezludną wyspę to?
Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie lubiłam tego pytania. Chyba dlatego, że nie znam odpowiedzi...
8. Masz przed sobą jedyną w życiu okazję do spełnienia marzenia. Jednak nie ma nic za darmo. Musisz w jednym momencie rzucić wszystko oraz zrezygnować z dotychczasowego, poukładanego życia. Czy wymienisz to co już masz, na to co marzysz żeby mieć/osiągnąć?
Nie. Codziennie spełniają się nasze małe marzenia. Ja lubię ten proces. I lubię mieć w nim swój udział. Nie uznaję drogi na skróty. 
9. Jeśli impreza to: szalona noc w klubie czy ognisko ze znajomymi? A może cichy wieczór z książką w ręku?
Raczej ognisko. Ale w praktyce najczęściej tylko ja i dobry kryminał.
10. Czego w ludziach nie cierpisz najbardziej?
Braku ambicji połączonej z nutką szaleństwa. 
11. Jeśli mogłabyś spotkać się z dowolną osobą w historii ( żywą lub martwą) na 10 minut - na kogo padłby Twój wybór?
Nad tym pytaniem myślałam najdłużej. Nie wiedzieć czemu, najpierw przyszedł mi do głowy Napoleon (ambitny, charyzmatyczny, tworzył historię...), później Jezus Chrystus (w końcu tyle jest pytań, a tak mało znamy odpowiedzi...), E.E. Schmitt (kto by nie chciał pisać jak on?), św. Rita (ta to miała siły za pięciu...a podobno kobiety są słabe)... Wiele nazwisk, wiele twarzy, wielu wielkich ludzi. Dobrze, że nie muszę podejmować tej decyzji ;)


Blogi, które nominuję:
Dzień z życia skoczka (skoczkowa22)
Poza planem (Miria)
Atak wspomnień  (Kolorowa Biel)

Wybaczcie mi proszę, że nie nominuję więcej blogów :) Choć oczywiście mogłabym wymienić tu wszystkie, które wyświetlają się na dole w zakładce "Czytam...", to jednak tych pięć w jakiś naturalny sposób przyszło mi do głowy, kiedy przeczytałam, że sama muszę jakieś wybrać. 
Dziękuję Wam Dziewczyny, za "dobrze wykonaną robotę" ! :)

Pytania do was:
1.Dzieci, kot, a może tylko ty i maszyna do pisania ? Jak widzisz siebie za 20 lat ?
2.Rękopis czy maszynopis ? Jak tworzysz i dlaczego ?
3.Czarna, z mlekiem, a może jednak herbata ?
4. "You don't have to be GREAT to START. But you have to START to be GREAT". Z taką myślą siadam nad pustą kartką. A ty ?
5. Jaką cząstkę ciebie można odnaleźć w wykreowanych przez ciebie bohaterach ?
6.Podobno najgorsza prawda lepsza niż słodkie kłamstwo. A jednak... Jak często zdarza ci się "słodzić" w komentarzach ? A może jesteś szczera do bólu ?
7. Nowy blog, nowa autorka i nowe opowiadanie. Na co najpierw zwrócisz uwagę ? A kiedy od razu zamkniesz okienko w przeglądarce ?
8. Wiara ? Nadzieja ? Miłość ? Co sprawia, że codziennie rano wstajesz z łóżka i dajesz życiu kolejną szansę ?
9. Kapsuła czasu dla przyszłych pokoleń. Co włożysz do środka ?
10. Egzamin. Wykładowca daje ci dwie opcje do wyboru: wychodzisz, a on "z automatu" wpisuje 3, albo zostajesz i "walczysz" o wyższą ocenę (ale wówczas możesz też oblać). Co wybierasz ?
11. Pewne wydawnictwo dostrzega twój potencjał i zleca ci napisanie powieści. Sama masz wybrać temat i gatunek. Na co się zdecydujesz ?

niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozdział XXI

           Usiadła nagle wyprostowana na łóżku. Coś ją obudziło, ale nie mogła sobie przypomnieć co. Od kilku dni spała w kratkę, o ile w ogóle udawało jej się zasnąć.
Wymacała na oślep włącznik nocnej lampki i spojrzała w stronę lustra, które wisiało na przeciwległej ścianie jej sypialni. Wyglądała gorzej niż spuszczony ze smyczy pies, który postanowił wytarzać się w błotnistej kałuży. Zdecydowanie za długie już włosy, opadały tłustymi pasmami na czoło. Wczorajszy makijaż roztarł się pod i na powiekach, więc oprócz sinych worów, pod oczami miała jeszcze czarne plamy. Na dodatek cuchnęła potem.
                Kiedy wczoraj wieczorem wróciła do mieszkania, była jednocześnie wściekła i niesamowicie zmęczona. Wypiła duszkiem lampkę jej ostatniego czerwonego wina, które znalazła w starym kredensie, odziedziczonym po babci, po czym zasnęła, nie ściągnąwszy nawet munduru. Dobrze, że przynajmniej nie położyła się na sofie, tylko ostatkiem sił doczołgała się do łóżka. Inaczej dziś bolałaby ją każda część ciała.
                Wciąż jeszcze mrużąc oczy, zaczęła szukać telefonu. Leżał pod jedną z poduszek. Jak zwykle.
                Anna czytała kiedyś w jakimś poradniku, że sprzęty elektroniczne nie powinny w ogóle zostawać na noc w sypialni, bo ich promieniowanie ma niekorzystny wpływ na proces regeneracji i dodatkowo powoduje szereg różnych chorób.  Nie potrafiła się jednak oduczyć tego, że komórka towarzyszyła jej we wszystkich czynnościach. Bała się go nawet zostawić, kiedy wychodziła do toalety. Poza tym jej praca wymagała stałej możliwości skontaktowania się z nią. Nawet jeśli miałoby to wpłynąć na jej biedny, niezregenerowany organizm. No i jeszcze budzik. Czasy zegarów z opcją alarmu minęły nieodwracalnie wraz z jej dzieciństwem. Kiedyś budził ją Kaczor Donald, dziś – rakotwórczy prostokąt.
                Potrząsnęła głową. Prysznic. To jedyne na co miała teraz ochotę.
                Ale chwila! Która w ogóle jest godzina ?
                5:04
                Opadła z powrotem na łóżko a jej głowa zniknęła wśród różnokolorowych poduszek. Pomyślała, że może sobie pozwolić na jeszcze chwilę błogiej nicości.

                -Cholera! –zaspała.
                Zgodnie z tym, co postanowiła wczoraj po rozmowie z Horvatem, powinna właśnie wychodzić z mieszkania. Pracownie informatyczną otwierali o ósmej, chciała więc pojawić się tam chwilę po otwarciu, żeby na komisariat przyjść zgodnie z grafikiem na dziewiątą. Skoro nie mogła załatwić tego w godzinach pracy, musiała znaleźć inny sposób. Potrzebowała odpowiedzi na już, więc pisanie maila nie wchodziło w grę.
                Teraz jednak siedziała na łóżku, dalej wpatrując się w wyświetlacz komórki.
                -Cholera –powtórzyła.
                Wbiegła do łazienki i równocześnie myjąc zęby, zrobiła siku. Pamiętała, że kupiła kiedyś suchy szampon. Nigdy wcześniej go nie używała, ale wówczas w drogerii poleciła jej go bardzo miła pani ekspedientka, zapewniając, że przyda się w kryzysowych sytuacjach. A poza tym tak słodko pachniał…Tylko gdzie on teraz jest ? Wyrzuciła na podłogę wszystkie kosmetyki. Szklany pojemniczek z olejkiem do włosów, rozbił się, ubijając jednocześnie róg kafelka. Anna zamknęła na chwilę oczy i policzyła w myślach do dziesięciu. Przekroczyła szkło i tłustą plamę, by sięgnąć do wiszącej szafki nad wanną. Jest! Przeleciała wzrokiem po instrukcji użycia. Wszystko wydawało się bardzo proste. Tylko czemu to jest takie dziwnie białe ? No i ten zapach. Pamiętała go inaczej. Zaczęła zgodnie ze wskazówkami, przeczesywać energicznie palcami włosy. Wszystko zaczęło się kleić a biały proszek trzymał się uparcie włosów. Spojrzała jeszcze raz na opakowanie. Szampon od roku był przeterminowany.
                -Co jeszcze mnie dziś czeka ?
                W tej samej chwili stanęła w rozbite szkło. Z dużego palca popłynęła krew. Ciemno-czerwona plama zaczęła tworzyć się na białych kafelkach. Annie stanęła przed oczami krew, którą znalazła przed domkiem Lany. Ten sam mocny kontrast. Z uśmiechem przypomniała sobie swój ówczesny lęk o Ceneta i jego zdziwioną minę, gdy wpadła do sypialni, siłując się w drzwiach z półnagim Peterem.
                Cene…
                Usiadła na brzegu wanny. Z jej oczu popłynęły łzy.
                Odkręciła kurek z ciepłą wodą, jednocześnie pozwalając by krew cieknąca z palca, wsiąkała w czysty, kremowy ręcznik.
                Dziś nie pojedzie do informatyka.

***

                Samolot właśnie powoli wznosił się w powietrze. Kątem oka zobaczył, że siedząca obok niego kobieta kurczowo zacisnęła palce na podpórce po swojej prawej stronie. Była po pięćdziesiątce i jeszcze przed startem zapewniała go, że loty samolotem to dla niej codzienność, prosząc równocześnie, by podpisał jej bilet. Uśmiechnął się pod nosem.
                -Spokojnie –powiedział i podał sąsiadce paczkę gum do żucia. Popatrzyła na niego ze zdziwieniem. –Uszy się pani nie zatkają.
                - O… -trzęsącą się dłonią wyciągnęła jedną gumę, włożyła do ust i zaczęła energicznie ruszać szczęką. -Dziękuję –dodała szybko, zupełnie jakby bała się, że kiedy przestanie żuć, samolot runie na ziemię.
                You made my day –pomyślał, śmiejąc się w duchu. Zanim jednak zdążył sobie przypomnieć, skąd w ogóle zna to angielskie powiedzenie, śmiertelnie przerażona towarzyszka chwyciła wolną ręką za jego kolano.
                -A jak nas porwą ? –powiedziała szeptem, nie przerywając gimnastyki szczęki. Wyglądała naprawdę zabawnie, jednak Peter starał się zachować pokerową twarz. W końcu, kiedy pierwszy raz wsiadł do samolotu, też nie było mu do śmiechu.
                -Naprawdę nie ma się co martwić. Żadnych vipów na pokładzie nie widzę, a kto i po co chciałby porywać bandę przeciętnych słoweńskich śmiertelników ? –niepostrzeżenie przywołał stewardesę. –Nim się pani obejrzy będziemy bezpiecznie lądować w Paryżu.
                -O Boże –czuł, że jej długie, czerwone paznokcie wbijają się w jego udo. –Lądowanie…
                Zanim jednak zdążyła na dobre zacząć narzekać, na stoliku przed nią pojawiła się lampka wina. Początkowo wyglądała na zmieszaną, jednak po chwili kieliszek był już pusty. Dzięki nieprzecenionemu, w takich sytuacjach, wpływowi alkoholu, Peter mógł stwierdzić z ulgą, że krew znowu normalnie dopływa do jego kolana. Kobieta zaczęła ziewać.
                -W pakiecie, który dostała pani od linii lotniczych, jest opaska na oczy. Sen na pewno dobrze pani zrobi.
                Chwilę później słyszał już tylko głośne chrapanie, na które nie pomogły nawet słuchawki i płynąca z nich głośna muzyka.

                Kiedy już przeczytał cały Magazyn Podróżny i zjadł skromne, ale bardzo smaczne śniadanie, zaczął się zastanawiać, dlaczego w ogóle zdecydował się na ten lot. Czyżby Lisza była aż taką obsesją, że zamiast zostać z rodziną i godnie przeżyć z nimi żałobę, wolał wyjechać do stolicy Francji, by szukać przysłowiowej igły w stogu siana ? A może właściwie potrzebował tylko wymówki by uciec od trudnych rozmów, wzroku matki przepełnionego bólem i pytań zadawanych, stęsknionym a równocześnie tak słodkim i niewinnym głosem, przez pięciolatkę ? Może jego słabość wzięła górę nad rozsądkiem…
                Nie miał żadnego pomysłu na to, co zrobi, kiedy już znajdzie się na paryskim lotnisku. Dopiero teraz dotarło do niego, że nie wie nawet, jak daleko od centrum się ono znajduje ani jak się z niego wydostać. I czym… Pytania zaczęły się mnożyć w jego głowie. Pojawiły się obrazy: Cene, Lisza, Mina… Znajome twarze, mówiące wciąż to samo: „to wszystko bez sensu”. Przymknął oczy i zaczął pocierać palcami skronie. Ból w klatce piersiowej spowodował, że znów nie mógł nabrać oddechu. Kolejny atak paniki. Pojawiały się od dzieciństwa. Pierwszy chwilę po tym jak upadł na K73 podczas treningu w Kranju. Miał już wtedy dziesięć, a może nawet jedenaście lat, ale ból, który odczuwał gdzieś na wysokości prawego kolana, był tak silny, że prawie się popłakał. Choć, prawdę mówiąc, nie chodziło tylko o dyskomfort fizyczny. Przede wszystkim bał się tego, że mógł złamać nogę. A to oznaczałoby wzrok trenera, mówiący: „zawiodłem się Peter na tobie”. Tego bał się najbardziej. I wtedy i teraz. Bał się, że kogoś zawiedzie.
                -Przepraszam –ktoś dotknął delikatnie jego ramienia. Otworzył oczy. Pochylała się nad nim młoda dziewczyna z charakterystyczną czapeczką na głowie. –Podchodzimy do lądowania. Proszę zapiąć pasy bezpieczeństwa.

***

Kiedy dobiegały końca dni ucztowania, Hiob wzywał ich, aby dokonać obrzędu oczyszczenia. Wstawał wczesnym rankiem i składał ofiarę całopalną, za każdego z nich, ponieważ mówił: „Może moi synowie zgrzeszyli i obrazili Boga w swoich sercach”. Hiob zawsze tak postępował.

/Hi 1, 5/



Kochani!
Pewnie zauważyliście, że trochę przeciągam akcję od pogrzebu Ceneta. Zapewne też domyśliliście się (bo jesteście naprawdę łebskimi Sherlockami), że jeśli Anna już w końcu dostanie się do tego nieszczęsnego informatyka, to śledztwo ruszy z miejsca ;) To już za niedługo. 
Bardzo się cieszę, że ciągle jesteście ze mną! Wkręciłam się już w to pisanie na dobre... ;) 
Trzymajcie się cieplutko!
Buziaki ;*